Używamy Cookies w celu dostosowania naszych serwisów do indywidualnych potrzeb użytkowników.
Dalesze korzystanie z tego serwisu oznacza, że będą one zapisane w pamięci urządzenia. Dowiedz się więcej o naszej polityce prywatności

Zamknij

08/06 - 28/06/2015

Galeria

O dizajnie i życiu w Holandii - z Kasią Zarębą*, projektantką, której pomysł zwyciężył w konkursie architektonicznym na przekształcenie miejsca parkingowego w przestrzeń przyjazną mieszkańcom i zostanie zrealizowany w ramach akcji Park(ing) Day 20 września na Placu Kolegiackim w Poznaniu, rozmawiała Joanna Pańczak.

Kim jest dziś dizajner?

Rola projektanta polega na roli tłumacza. Dizajn działa na styku różnych dziedzin. Na przykład w dzisiejszym świecie otacza nas wiele przedmiotów, których nie rozumiemy. Rolą dizajnera, który się zna na technice jest przetłumaczenie użytkownikowi jak dany przedmiot działa, jak z niego korzystać. Ja tworzę na styku sztuki i dizajnu.

Jaka jest różnica między sztuką a dizajnem?

Przez całe studia pytano nas o to, prawie codziennie. Z perspektywy czasu mam wrażenie, że to pytanie nie jest już ważne. Granice zawodów zaczęły się bardzo zacierać.Architekci, którzy wypuszczają swoje kolekcje ubrań albo projektanci mody, którzy tworzą dizajn to nie jest nic dziwnego. Większość z nas pracuje na styku kilku dziedzin.

Tak, ale w akademii dizajn wciąż jest częścią sztuki, prawda?

Raczej tak, ale dobrym przykładem jest powstała niedawno w Poznaniu School of Form. To szkoła, która traktuje dizajn jako zupełnie osobną dziedzinę. Cenne jest to, że by dostać się do tej szkoły nie trzeba umieć rysować. To jedna z ważniejszych zmian jakie Li Edelkoort [współzałożycielka szkoły] wprowadziła w edukację projektową, ponieważ daje szanse ludziom, którzy są kreatywni i mają fajne pomysły, ale nie umieją ich jeszcze przedstawić.

Dizajn bierze ze sztuki narzędzia, ale używa ich w inny sposób. By coś zaprojektować projektant zapożycza technikę rysunku, ale używa jej w celach użytkowych. W moich projektach staram się tworzyć doświadczenie dla użytkownika. By przedmiot nie był tylko przyjemnością dla oka, ale by można go było odczuć na wiele innych sposobów, bardziej interaktywnie. Dizajn jest w ogóle bardziej interaktywny od sztuki.

Jakiś przykład?

Pamiętam, że ktoś u nas zrobił w szkole projekt kanapy. Z pozoru wyglądała jak zwykła kanapa, ale dopiero gdy się jej doświadczyło okazywało się, że z jednej strony jest miękka a z drugiej twarda.

To też poszerza funkcjonalność takiej kanapy. Choćby dla osób, które mają problemy z kręgosłupem twarda część kanapy byłaby bardziej użyteczna.

Inna sprawa, że gdyby taką kanapę wystawić w muzeum najpewniej zakazano by na niej siadać więc odwiedzający widziałby zwykły przedmiot. To duży problem instytucji wystawienniczych, ale też kuratorów – zakazują doświadczania sztuki.

No właśnie, czy dizajn tworzy się z przeznaczeniem do muzeów?

Jak zaczynałam szkołę to trochę tak było. Teraz przechodzimy wielką rewolucję. Coraz częściej myśli się o dizajnie jako dzidzinie głównie użytkowej, ale to nie takie proste. W szkole w Eindhoven studiował chłopak z Afganistanu. Stworzył projekt kuli, która miała być poruszana wiatrem, turlać się po pustyniach i rozbrajać miny - teoretycznie świetny pomysł, ale nie zadziałał. Pewnie gdyby to było realne już dawno zostało by przez kogoś wymyślone (śmiech). To był właśnie projekt na granicy sztuki i dizajnu, ale bardziej z przeznaczeniem do muzeów. Zwracał uwagę na problem, który nie znalazł jeszcze rozwiązania choć ono wydaje się tak blisko. To rozgraniczenie "działa - nie działa" jest wciąż sporym problemem. Wielu projektantów robi projekty, które tylko z pozoru są funkcjonalne, ale w użyciu okazują się klapą. Czasem projekt jest tylko pytaniem, a nie odpowiedzią i to musi być wyraźnie zaznaczone.

Jak powstał Twój projekt na Park(ing) Day?

To jest ciekawa historia. Podczas studiów w Eindhoven mieszkałam w domu studenckim z ośmioma innymi osobami. Co jakiś czas robiliśmy duże imprezy. Na jednej z nich zorganizowaliśmy stół, na którym położyliśmy trawę. Przygotowaliśmy wspólny obiad i wszyscy świetnie się bawili. Widziałam, że to miejsce integrowało - spotykaliśmy się przy nim częściej niż zwykle. Stół w takiej formie został z nami przez ponad dwa tygodnie. Pomyślałam, że warto podzielić się tym niesamowitym doświadczeniem w przestrzeni publicznej.

Czy z perspektywy kilku miesięcy, które minęły od ogłoszenia wyników konkursu zmieniłabyś coś w swoim projekcie?

Tak. Dużo się zmieniło. Pomogli mi w tym Jola Starzak i Dawid Strębicki. Zmodyfikowaliśmy formę stołu tak by wygodniej się przy nim siedziało. Zmieniło się też menu. Wrzesień to nie jest już sezon na pomidory. Jak projektowałam stół to chciałam by był interaktywny stąd pomysł na gałązki świeżych pomidorów. Generalnie idea jest taka by każdy kto przyjdzie mógł coś sobie zerwać z krzaczka do swojej potrawy. Teraz zamiast pomidorów będą jabłka i dużo świeżych ziół. Dla gości planuję przygotować lemoniadę. Spotkałam ostatnio dziewczynę, która robi kremy z aloesu i ona podpowiedziała mi, że świetnie pasuje też do przyrządzenia lemoniady. Niestety okazał się trochę bez smaku. Generalnie najlepiej jest mieć przy sobie eksperta, który podpowie w jakich porach roku jakie warzywa i owoce kwitną.

Coraz bardziej popularne wśród producentów przedmiotów użytkowych jest tworzenie grup projektowych, w skład których wchodzi technolog, badacz życia społecznego, projektant. Jak to działa?

Projektant jest pośrednikiem między technologiem a użytkownikiem albo badaczem a technologiem. Jedna osoba robi badania i sprawdza jakie są potrzeby ludzi a druga szuka rozwiązania dla tych potrzeb. Pomiędzy nimi jest projektant, który prowadzi całą komunikację, jest tłumaczem. Czasem projektanci odpowiadają za przedstawienie zrealizowanych badań - przetłumaczenie ich na język techniczny - i to już jest dizajn. Specjalizacji jest w szkole w Eindhoven osiem, w Poznaniu cztery.

Co jest dla Ciebie najważniejsze w procesie projektowania?

Kiedy ja projektuję bardzo ważna jest dla mnie umiejętność obserwacji i wykorzystania przypadku. Staram się dobrze zaplanować swoją pracę i po każdym etapie zastanowić się, co się nowego pojawiło i weryfikować wcześniejsze założenia. Ważne jest, by nie widzieć celu od początku, bo w procesie wiele kwestii wychodzi w trakcie. Trzeba obserwować i stawiać sobie nowe pytania.

Co jest dla Ciebie ważniejsze: strona użytkowa czy estetyczna?

Ojej, trudne pytanie. Wydaje mi się, że wiele projektów zginęło, bo nie miało dobrego wykończenia estetycznego. Wiele wynalazków np. telefon komórkowy miał swoją kampanię, która nakręciła to, że stał się potrzebny. Myślę, że bez odpowiedniej estetyki przedmiotu nawet pomysł telefonu komórkowego mógłby przepaść w morzu innych wynalazków. To już trochę marketing.

Gdzie w procesie twórczym jest miejsce dla człowieka?

Człowiek jest zawsze najważniejszy! Jeżeli użytkownik nie potrafi wykorzystać przedmiotu zgodnie z jego przeznaczeniem to jest to zawsze wina projektanta, nigdy człowieka. Dizajn powstał z myślą o człowieku (śmiech).

Gdzie szukasz inspiracji?

Inspiracji poszukuję wokół siebie. Obserwuję swoje potrzeby. Wydaje mi się, że jeśli mam jakąś potrzebę to najprawdopodobniej inni też ją odczuwają, będą się z nią utożsamiać.

Spodobał mi się Twój projekt maski z brązu, którą można utrzymać tylko poprzez ugryzienie jej. Skąd inspiracja dla takiego pomysł?

Projekt powstał na zajęciach. Dostaliśmy zadanie by wykorzystać dany materiał do granic jego możliwości. Mieliśmy zaprojektować coś z brązu, co dawałoby powód by ten brąz wykorzystać. Np. jeśli to byłby obiekt zamknięty to można by go pokryć brązem bo środka nie widać. Pomyślałam o masce - wszystkie jej elementy są niezwykle ważne, muszą być dobrze wykończone. Dodatkowo interesuję się projektowaniem biżuterii a maska to jeden z największych przedmiotów biżuteryjnych.

Jak maska sprawdziła się w użyciu? Rozmawiałaś z osobami, które ją przymierzały? Jakie to uczucie, nosić maskę, która knebluje usta?

To bardzo ciekawe, bo maska pasuje tylko na mnie (śmiech). To mnie zaskoczyło. Jak ją projektowałam nie miałam świadomości, że tylko ja będę ją mogła nosić. Potraktowałam to jako formę eksperymentu materiałowo-formalnego.

Jak zatem przebiega Twój proces projektowy? Na przykładzie maski widać, że konsultacje w trakcie tworzenia są niezwykle istotne...

To zależy od projektu. Tworzenie biżuterii projektuje się inaczej niż przestrzenie publiczne. Przy projektowaniu ważna jest skala. Przy małych przedmiotach wychodzi się raczej od siebie - one będą służyć ciału, muszą być bardziej spersonalizowane. Na przykładzie maski - każdą trzeba tworzyć z jej właścicielem. Przy większych projektach pracuje się na większej grupie osób. To trudniejszy proces, wymaga głębszej analizy bo musi być dostosowany do wielu osób o różnych upodobaniach czy przyzwyczajeniach. Taki proces wymaga wielu testów i przede wszystkim wielu obserwacji.

Co Cię pociąga w projektowaniu?

To, że da się tą samą rzecz zrobić inaczej. Jesteśmy przyzwyczajeni do codziennych rytuałów. Poprzez projektowanie dizajnerzy zmieniają nasze podejście do świata, do tych codziennych czynności. Choćby zmiana kształtu szczoteczki do zębów powoduje, że inaczej myjemy zęby. Pokazywanie innego punktu widzenia poprzez dizajn jest pociągające.

Dlaczego zdecydowałaś się zostać projektantką?

Znalazłam kiedyś projekty Philippe'a Starcka w gazecie. Nic, co on zaprojektował nie wyglądało tak jak miałoby być użyte. To było dla mnie takie uderzenie, że można nadać inną formę temu samemu przedmiotowi. Na przykład jego wyciskarka do owoców wygląda jak statek kosmiczny. Lubię jego poczucie humoru. Stworzył też czajnik, który wygląda jak dwie przecinające się bryły. Jak patrzysz na ten przedmiot zupełnie nie wiesz, do czego służy, dopiero po chwili dostrzegasz w nim czajnik. Jesteśmy już tak przyzwyczajeni, że dany przedmiot użytkowy ma określoną formę, że wydaje się nam, że inaczej się po prostu nie da. A jednak!

Czy masz swojego ulubionego dizajnera? Kto to?

Inspiruje mnie Atelier Van Lieshout. Jest bardzo popularne w Holandii, ale nie zagranicą. To dizajner, który tworzy swoje autorskie ramy projektowe - nie projektuje dla naszego świata, tylko dla tego, który sam sobie stworzył. Taki dizajn nie z tego świata.

Czyli liczy się dla Ciebie bardziej łamanie form, odrealnienie świata rzeczywistego?

Chyba tak. Van Lieshout zaprojektował Slavecity – utopijne miasto, zamieszkane przez ludzi-niewolników. Ich życie to system, na który składają się elementy pracy, odpoczynku, rozrywki, itp. Miasto jest bardzo wydajne i nawet ludzie są pośmiertnie poddawani recyklingowi. Przypomina to „Nowy wspaniały świat” Huxleya, ale przez rysunki i makiety staje się bardziej namacalny. Jego projekty otwierają nam oczy na naszą rzeczywistość, konfrontują nas z nią.

Drugim z moich ulubionych projektantów jest Oron Katz. On stworzył a w zasadzie wyhodował kurtkę z komórek macierzystych. Projekt nosił tytuł "Victimless leather". Nie wiem czy można go w ogóle nazwać projektantem - stoi na granicy między biotechnologią, dizajnem i modą.

Czy Twój projekt z biżuterią, którą tworzysz z martwych ptaków nawiązuje do jego pracy?

On był dla mnie bardzo ważną inspiracją. Szczególnie kontekst etyczny w którym tworzy, przekraczanie moralnych granic. Niepokoi „świadomość” współczesnego człowieka, że mięso bierze się z marketu, a nie ze zwierzęcia. Wydaje mi się, że jesteśmy o krok od tego by wiele się w tej kwestii zmieniło.

Twoja biżuteria, np. pierścionek wykonany z główki martwego ptaka wywołuje dysonans. Jest piękna, ale...

No właśnie... A jak widzimy kogoś w skórzanej kurtce lub butach to nie wywołuje to w nas żadnych emocji tylko dlatego, że kształtem nie przypomina nam żywych zwierząt... Jak robiłam tę biżuterię to musiałam nauczyć się wypychać zwierzęta u taksydermisty. To jest bardzo trudne, nie tylko pod względem moralnym. To ciężka fizycznie praca - trochę jak z robieniem biżuterii - wymaga delikatności i precyzji - łatwo zerwać skórę, wyrwać pióra... Tworząc tę biżuterię kierowała mną chyba ta sama potrzeba co w Atelier Van Lieshout - chciałam stworzyć nowy świat, dla którego mogłabym projektować. To świat, który chyba jest już całkiem blisko, w którym będziemy mogli uprawiać pomidory bez drzewek albo mięso bez zwierzęcia. Wtedy nie będziemy musieli zabijać. Teraz nie widzimy, że za tymi produktami stoi żywe zwierzę. W mojej biżuterii owszem. Czy to coś zmienia?

Jak porównałabyś Polskę i Holandię w kontekście projektowym?

W Polsce jest dużo rzeczy, które wymagają zaprojektowania. W Holandii właściwie wszystko jest już zaprojektowane.

No to wracaj (śmiech).

Większość projektów realizuję w Polsce, chociaż dizajn nie jest tak ceniony w Polsce. Trzeba jeszcze wiele pracy, otwierania oczu. To wymaga inwestycji, a w Polsce wielu się wydaje, że wszystko można zrobić za darmo. Brakuje szacunku dla pracy dizajnerów, no i właśnie pieniędzy. Ale dużo się dzieje w Polsce, za każdym razem gdy wracam widzę wiele zmian, czuję też zmianę mentalną.

A jakie są różnice między polskim i holenderskim dizajnem?

Holenderski dizajn to wykorzystanie tanich materiałów np. drewna, sznurków, kartonu w bardzo mądry sposób, przemyślane ich użycie a nawet re-użycie.

Z czego to wynika?

Ze skąpstwa Holendrów (śmiech). W polskim dizajnie wciąż największym osiągnięciem jest grafika, ale też rękodzieło. Choć na pewno trzeba jeszcze paru lat by ukształtował się polski produkt w świecie dizajnu.

Dlaczego założyłaś swoje studio w Holandii?

Przede wszystkim ze względów formalnych. Tu łatwiej założyć firmę. W Polsce jest to bardzo skomplikowane, no i znacznie droższe - tu nie muszę płacić ZUSu. Wolę się skupić na projektowaniu niż papierkowej robocie.

Gdybyś miała zamieszkać w Polsce, które miasto byś wybrała?

Chyba wybrałbym Poznań. Byłam tam po raz pierwszy w zeszłym roku. Miasto jest dynamiczne, nowoczesne, szybko się rozwija. Jest wiele imprez. Macie świetną szkołę dizajnu! Wywiozłam stamtąd wrażenie, że poznaniakom wiele się chce. W przeciwieństwie do skostniałego Krakowa, z którego pochodzę. Jedyne co mi się nie podoba to właśnie złe połączenie Poznania z Krakowem...

Piszesz w swoim biogramie, że lubisz czytać. Czy czerpiesz inspiracje do projektów także z literatury?

Tak, dużo czytam. Ale jest raczej odwrotnie - najpierw znajduję pomysł a potem pogłębiam moją wiedzę sięgając do książek. A propos bioartu - aktualnie czytam "Samolubny gen" Richarda Dawkinsa. To ciekawy pomysł by poszukać inspiracji w literaturze. Czytam zwykle kilka książek w tym samym czasie. Mam pod ręką aktualnie także "Chatę wuja Toma", ale to też w kontekście projektu, o którym wspominałam "Slave City" (Atelier Van Lieshout) - dotyczy zniewolenia. Widziałam też ostatnio "Django" Quentina Tarantino. Czytam też "Dziennik" Gombrowicza - to mój ulubiony polski autor. Podoba mi się jego podejście do polskości. Jak się wyjeżdża z Polski to jest taka potrzeba by się wobec niej ustosunkować, odpowiedzieć sobie na pytanie: „Jak to jest być Polakiem zagranicą?”.

I jaka jest Twoja odpowiedź?

Jak tylko się Polak z Polakiem spotyka zagranicą to są najlepszymi przyjaciółmi, a w Polsce nawet „cześć” by sobie nie powiedzieli na ulicy. Nie lubię tego. Ale to przypadłość wielu narodowości. To kwestia znalezienia się w podobnej sytuacji, bycia obcym w nie swoim kraju.

A Holendrzy jaki mają do nas stosunek?

Bywa różnie. Choć oni są dość wyjątkowi pod tym względem – uwielbiają obcokrajowców. Bardzo łatwo się tu żyje. Ale Polacy są nieśmiali, rzadko otwierają się na Holendrów więc oni właściwie niewiele o nas wiedzą. Czasem mam poczucie, że jestem w zupełnie innej przestrzeni kulturowej. Grałam wspólnie z Holendrami w zabawę w odgadywanie postaci z filmów i literatury. Wybrałam Dostojewskiego. Spośród kilku osób kojarzyła go tylko jedna. To było dla mnie ogromne zaskoczenie. Oni tu nie mają kanonu lektur; każdy czyta, co chce. Nieraz z kolei mam wrażenie, że Holendrzy są do nas bardzo podobni. Lubią tak samo kombinować jak my (śmiech).

*KASIA ZARĘBA - projektantka, absolwentka Design Academy Eindhoven na kierunku Man & Leisure, założycielka i właścicielka Studia Kasia Zareba. Zajmuje się przede wszystkim projektowaniem biżuterii, tekstyliów, instalacji w przestrzeni publicznej oraz grafiki. Jej prace balansują na granicy sztuki i designu.

Prowadzi warsztaty kreatywne na wydziale Domestic Design mające na celu zachęcenie studentów do nieszablonowego podejścia do designu i sposobów szukania rozwiązań: „thinking by making”.

Współpracowała z Textile Museum Tilburg, Cultuur Ondernemen, Design Drift, Mini/BMW, Studio Izabela Bołoz, Studio Toer oraz ASP Katowice.

W wolnym czasie jeździ na snowboardzie i na rowerze pomiędzy miastami Holandii, czyta, uczy się języków oraz zbiera doświadczenia do kolejnych projektów.